Aktualności Publikacje RSS Newsletter Kształcenie zawodowe Nauki ścisłe Przestrzeń obywatelska Edukacja ekologiczna Myszka Ogonisia Rozwijaj pasje Konkursy szkolne Szkolenia Konferencje Pogaduchy Filmy edukacyjne Hotspoty

Gimnazjum? Jestem za…!


I. Już w czasach starożytnych…

     Choć gimnazjum w obecnej formie powstało nie tak dawno, to tak naprawdę ma bardzo długą tradycję, bo jego początki sięgają starożytności. W starożytnej Grecji gimnazjon to było miejsce przeznaczone do ćwiczeń sportowych, w późniejszym czasie służyło spotkaniom towarzyskim, w czasie których dyskutowano, wymieniano poglądy, ostatecznie w miejscu tym powstała szkoła średnia. Taka zamiana aż tak bardzo nie dziwi, bo sport i dysputy, szczególnie w starożytnej Grecji, to jak najbardziej dobry grunt pod szkołę. Gimnazja, jak wiele innych oświatowo – kulturalnych instytucji, przeżywały swoje wzloty i upadki; ich pozycja zależała od miejsca i czasu. Były ważne w systemie kształcenia lub też zupełnie zepchnięte na margines, zwłaszcza w polskiej porozbiorowej rzeczywistości / Stefan Żeromski: Syzyfowe prace”/. Trwały krótko lub długo, a do XIX wieku przyjmowały tylko chłopców; panienkom musiały wystarczyć tzw. pensje /Bolesław Prus: Emancypantki”/.

     Polskie gimnazja najbardziej kojarzą się z dwudziestoleciem międzywojennym; warto też podkreślić, że miały swoją rangę, bo świadectwo ukończenia, nazywane było małą maturą, niestety ich działalność ustała z chwilą wybuchu drugiej wojny światowej, by ostatecznie w 1948 roku na długo zniknąć z przestrzeni publicznej. Nastała era powszechnej szkoły podstawowej, a z czasem równie powszechna krytyka tej instytucji, przyczyniła się do reaktywowania gimnazjum. Nastąpiło to 1 września 1999 roku, zatem gimnazja obchodzą dziś swoje 15- lecie!

II. Gimnazjum – reaktywacja…

 

     Dobrze pamiętam długie zapowiedzi reformy szkolnictwa i dyskusje, które towarzyszyły tej dużej zmianie. Tak jak dzisiaj tematem dyżurnym są sześciolatki w szkole, tak wówczas mówiło się o reaktywacji gimnazjum. Jak ze wszystkim, co nowe, dużo było znaków zapytania. Jedni straszyli, jakby miał nadejść kataklizm, inni w reformie szkolnictwa widzieli nadzieję na lepszą przyszłość. Przyznam, że mnie również towarzyszyły różne obawy, może nie co do sensu zmiany, ale miałam wrażenie, że słabo jesteśmy przygotowani. Oczywiście początki były trudne. Tylko gimnazjum czy gimnazjum przy szkole podstawowej, a może przy liceum na przykład? Łączenie bądź rozdzielanie szkół, rodziło wiele napięć; jednym słowem, zmiana miała swój wydźwięk, również medialny, podobnie jak obecnie nasze sześciolatki! Dzisiaj minęło już 15 lat i można pokusić się o pewne uogólnienia.

III. Dlaczego jestem za…?
 

     Myślę, że zarówno kiedyś, jak i dzisiaj, byli i są przeciwnicy i zwolennicy nowego gimnazjum, choć mam wrażenie, że jednak więcej jest tych drugich. Ja do nich należę. Nie przyjmuję oczywiście bezkrytycznie naszej szkolnej rzeczywistości, bo podwórko raczej skromne, ale gołym okiem widać, że gimnazja już okrzepły i wiele z nich ma się całkiem dobrze. Niektóre są świetnie wyposażone, zadbane, a młodzież ma do wyboru wiele ciekawych zajęć. Musi tylko chcieć w nich uczestniczyć. Nie bardzo mogę sobie już wyobrazić powrót do starego systemu, bo jak by to miało być - sześciolatek i piętnastolatek w jednym miejscu? Już 15 lat temu takie połączenie to była mieszanka wybuchowa, a co dopiero dzisiaj? Jeśli już zmiany, których domagają się przeciwnicy obecnego gimnazjum, to może warto pomyśleć o skróceniu szkoły podstawowej i wydłużeniu gimnazjum przynajmniej o rok, tym bardziej, że tylko kwestią czasu jest, kiedy usłyszymy – pięciolatki do szkół! Uważam, że teraz trwa ono za krótko, tym bardziej, że przypada na trudny czas adolescencji; dodatkowy rok pozwoliłby młodym ludziom wyszumieć się, ale i uspokoić. Uważam, że łatwiej byłoby też rodzicom i nauczycielom, bo obecnie często mamy poczucie jakiegoś nieustannego galopu. Myślę również, że taka zmiana to raptem kosmetyka w porównaniu z rewolucyjnym wywróceniem wszystkiego do góry nogami. Szkoła potrzebuje spokoju, a nie ciągłych zmian, często chaotycznych, drogich i nieuzasadnionych. Moim zdaniem nie ma już powrotu do punktu wyjścia, tj. ośmioletnich podstawówek. Zmiany – tak, byle mądre!

     Jeśli wrócimy do etymologii słowa gimnazjon, co, przypomnę, znaczyło miejsce /budowla, palestra, stadion/, które służyło kształtowaniu tężyzny fizycznej, ale i charakteru, poglądów, to chciałoby się, żeby tak pozostało, aby współczesne gimnazja były miejscem propagującym zdrowe i mądre życie, ale również potrafiły przygotować młodego człowieka do korzystania z coraz bardziej rozwiniętej technologii, a więc również bogactwa wiedzy, którą ona niesie i oczywiście, były dobrym etapem na drodze do kolejnego stopnia edukacji.

Wiem, że tak może być, dlatego jestem za!

 

 

 

         Jadwiga Adamczewska 
         Nauczyciel języka polskiego i dyrektor w Gimnazjum Nr 21 w Szczecinie